PostHeaderIcon Katyń 1940. Nowe motywy czy nowe sensacje?

Dr Witold Wasilewski


Motyw narodowy w połączeniu z masowością mordu kwalifikuje mord na Polakach dokonany wiosną 1940 r. w oparciu o decyzję Politbiura WKP(b) jako zbrodnię ludobójstwa. W przypadku ofiar zbrodni katyńskiej o ich zagładzie zadecydowało kryterium polskości. Wyróżnik społeczny był dodatkowym motywem zagłady. Potwierdzają to dokumenty wytworzone przez jej sprawców.


W najnowszym numerze rosyjskiego czasopisma "Sowriemiennaja Jewropa" ("Współczesna Europa") nr 1 (45) 2011 r. ukazał się artykuł Władimira Szwejcera pt. "On znał o Katyni poczti wsio" ("On wiedział o Katyniu prawie wszystko") zawierający nowe, mocno sensacyjne wątki dotyczące sprawy katyńskiej. Tekst ze szczególną siłą ożywił dyskusję nad motywami zbrodniczej decyzji władz sowieckich z marca 1940 r., na mocy której wymordowano w kwietniu i maju 1940 r. przeszło dwadzieścia tysięcy oficerów Wojska Polskiego, funkcjonariuszy Policji Państwowej i wielu służb mundurowych oraz innych polskich obywateli.
Władimir Jakowlewicz Szwejcer jest doktorem nauk historycznych, pracownikiem Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk, niespecjalizującym się w problematyce katyńskiej. Do napisania tekstu - zgodnie z deklaracją samego autora - skłoniła go 70. rocznica "krwawych wydarzeń w Lesie Katyńskim", która ponownie w 2010 r. skierowała uwagę społeczeństw, przede wszystkim w Polsce i Rosji, ku tej sprawie. Na marginesie głównych rozważań, pozostawiając ocenę czytelnikom, warto odnotować stwierdzenie autora, iż specjalny "nieomal mistyczny" wymiar rocznicy nadała tragiczna katastrofa zmierzającego na uroczystości żałobne samolotu z "polską delegacją na wysokim szczeblu".

Generał Rajchman: dezinformacja i kłamstwo
Kanwę przeprowadzonej przez Szwejcera narracji stanowi jego rozmowa z generałem NKWD/NKGB Leonidem Fiedorowiczem Rajchmanem przeprowadzona w 1990 roku. Relacja Leonida Rajchmana dotyczyła lat 40. XX w. i jak każda wspomnieniowa opowieść świadka historii musi być traktowana z dużą ostrożnością. Rozmowę z Rajchmanem autor przeprowadził dwie dekady przed publikacją artykułu, co dodatkowo obniża wartość relacji. Niezależnie od wskazanych ograniczeń artykuł należy uznać za interesujący ze względu na samą osobę rozmówcy jego autora - Leonida Rajchmana, enkawudzisty bardzo głęboko i długookresowo zaangażowanego w sprawę katyńską.
Rajchman prowadził przemyślaną, planową dezinformację Polaków po zawarciu układu Sikorski - Majski 31 lipca 1941 roku. Do jego zadań należało dezorientowanie nowych polskich sprzymierzeńców z tworzonej Ambasady RP i Armii Polskiej w ZSRS w sprawie losu poszukiwanych jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa. Wśród zwodzonych byli m.in. ambasador Stanisław Kot i gen. Władysław Anders, robocze spotkania z generałem NKWD opisał odpowiedzialny za poszukiwania kolegów ocalony jeniec Starobielska rotmistrz Józef Czapski. 
Po rewelacji niemieckiej z 13 kwietnia 1943 r. i odzyskaniu rejonu Smoleńska przez Sowietów we wrześniu 1943 r. Rajchman zacierał ślady zbrodni oraz przygotowywał fałszywą wersję o rzekomej winie niemieckiej. Był kluczową postacią w przygotowującym materiał dla komisji Nikołaja Burdenki "resortowym" zespole NKWD/NKGB Wsiewołoda Mierkułowa i Siergieja Krugłowa, kierując pracami w rejonie Katynia. Odnoszące się do tych działań wspomnienia Rajchmana - generalnie zgodne z obrazem znanym nam z wytworzonych przez Rosjan ujawnionych w latach 90. XX w. dokumentów - stanowią ciekawe uzupełnienie wątków dotyczących formowania kłamstwa katyńskiego. 
Zgoła inaczej rzecz ma się ze stanowiącymi główną część artykułu rozważaniami Rajchmana na temat przyczyny podjęcia przez Stalina, jako niewątpliwie głównego decydenta, decyzji o mordzie na polskich jeńcach wojennych w 1940 roku. Relacja Leonida Rajchmana opiera się w tym wypadku nie tyle na autopsji, ile na informacjach przekazanych mu jakoby przez szefa NKWD Ławrientija Berię. Sam fakt wyjaśniania przez szefa NKWD podwładnemu głębokich motywów działania sowieckiego kierownictwa ze Stalinem na czele jest mało prawdopodobny, ale nim zdyskwalifikujemy opowieść, pochylmy się nad jej bez wątpienia intrygującą treścią.

Stalin do Berii, Beria do Rajchmana?
Zgodnie z rzekomym wyjaśnieniem przekazanym przez Berię już w 1940 r. Rajchmanowi decyzja katyńska została podjęta przez Stalina głównie pod naciskiem niemieckich żądań wydania polskich oficerów. Przedstawione przez Niemców żądanie umotywowane zostało zagrożeniem stwarzanym dla III Rzeszy przez oficerów WP. Ukrytym celem Niemców miała być natomiast - zgodnie z oceną sowieckiego kierownictwa - chęć wykorzystania Polaków do działań antysowieckich. Stalin postanowił zapobiec takiej ewentualności, likwidując polskich jeńców wojennych, czym uprzedził dalsze naciski niemieckie. W celu ukrycia motywów podjęcia własnej decyzji NKWD miało przygotować specjalnie na potrzeby dezorientacji Niemców fikcyjną dokumentację przeprowadzonych przeciwko Polakom śledztw, zakończonych sądowymi wyrokami śmierci "za bestialskie zbrodnie popełnione na jeńcach wojennych - czerwonoarmistach w początku lat 20. XX w.". Akta tej treści zaprezentowano przedstawicielom III Rzeszy wizytującym Moskwę wiosną 1940 r., równocześnie Niemcy otrzymali dostęp do miejsca kaźni w Katyniu, gdzie mogli zobaczyć jeszcze niezakopane ciała zamordowanych oficerów WP, a nawet porównać ich twarze ze zdjęciami. Tym samym Stalin udowodnił, iż jeńców wydać nie może, gdyż właśnie ich zgładzono. Historia przedstawiona przez Rajchmana jest absolutnie niewiarygodna. Znane, obrazujące relacje sowiecko-niemieckie w 1940 r. dokumenty nie wskazują na dotyczące całej polskiej zbiorowości jenieckiej naciski ze strony III Rzeszy. Biorąc pod uwagę ówczesne realia polityki międzynarodowej, próba wywarcia tak daleko posuniętej presji na Stalina przez któregokolwiek z jej uczestników jest w ogóle mało prawdopodobna, a w razie jej zaistnienia sowiecki przywódca miał szereg możliwości oparcia się podobnym naciskom. Nikt, włącznie z Hitlerem, nie mógł zmusić Stalina do działań sprzecznych z jego rozumieniem własnego interesu. Co najważniejsze, wiemy dzięki dokumentom, iż nikt nie sformułował pod adresem władz ZSRS w 1940 r. żądania wydania polskich jeńców wojennych. Dodatkowo należy zauważyć, że Niemcy - zgodnie z aktualną wiedzą obalającą niektóre obiegowe mity - nie wiedzieli ani w 1940 roku, ani jeszcze długo później o zgładzeniu polskich oficerów. Na koniec warto zaznaczyć, że cała narracja Rajchmana zapoznaje fakt, iż decyzja mordu dotyczyła nie tylko oficerów WP, ale także nie mniej licznej rzeszy funkcjonariuszy Policji Państwowej, KOP, Straży Granicznej, Służby Więziennej i innych formacji mundurowych, a także cywilnych przedstawicieli różnych grup zawodowych tworzących elitę społeczną II RP. W wypadku przyjęcia motywu podanego przez Rajchmana za prawdziwy, taka konstrukcja grupy docelowej mordu nie miałaby sensu. Ale "motywu Szwejcera - Rajchmana" przyjąć nie można, gdyż nie jest on wiarygodny, ucieczka przed naciskami niemieckimi nie była bowiem rzeczywistym powodem zbrodni katyńskiej.
Poboczny wątek zagrożenia podobnymi, choć inaczej umotywowanymi, domniemanymi naciskami angielskimi na wydanie polskich jeńców wojennych - poruszony w artykule Szwejcera i oparty również na rozmowie z Rajchmanem - także nie znajduje potwierdzenia w źródłach i także ma się nijak do rzeczywistości politycznej roku 1940.

Nałogowy łgarz czy pensjonowany zawodowiec?
Całość opartych na rzekomych rewelacjach przekazanych przez Berię Rajchmanowi rozważań nad przyczyną mordu niebezpiecznie kieruje się w stronę obarczenia częścią odpowiedzialności Niemców za zbrodnię katyńską, sugerując przy tym jej wręcz antyniemieckie oblicze. Natomiast autor artykułu całkowicie pomija ludobójczy, antypolski kontekst decyzji Politbiura WKP(b) z 5 marca 1940 roku. Powodem, dla którego emerytowany generał NKWD - KGB - MGB Leonid Rajchman wysnuł dwadzieścia z górą lat temu swoją historię, była zapewne chęć osiągnięcia dokładnie takiego efektu, czyli dezorientacja odbiorcy w odniesieniu do samego sedna zbrodni katyńskiej, odwrócenie uwagi od rzeczywistych motywów jej popełnienia. Postępowanie takie w wypadku zawodowego mistyfikatora, któremu już w 1941 r. zwierzchnicy powierzyli zadanie mylenia tropów prowadzących do rzeczywistych zleceniodawców mordu katyńskiego, nie dziwi. Dziwić może bezkrytyczne przyjmowanie jego relacji i nabieranie się na sztuczki starego enkawudzisty.

Decyzja z 5 marca 1940 r.
Zasadniczy prawdziwy motyw zbrodni katyńskiej najlepiej zdradza sam jej charakter, który dziś dzięki wielości znanych dokumentów (w tym kluczowych z tzw. teczki specjalnej nr 1) możemy - wśród szeregu drugorzędnych pobocznych informacji i wątków - z łatwością uchwycić, przyglądając się jej decydentom i przede wszystkim ofiarom.
Na początku marca 1940 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria skierował do Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (bolszewików) adresowane do "towarzysza Stalina" pismo z projektem decyzji o likwidacji polskich jeńców. Większość przewidzianych do wymordowania przetrzymywano w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie: "14736 byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, żandarmów, służby więziennej, osadników i agentów wywiadu: ponad 97% narodowości polskiej" (podkreślenie autora); pozostałą grupę 11 tysięcy spośród "18632 (wśród nich 10685 Polaków)" przetrzymywano w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi. Jedynym raczej markowanym powodem sformułowania takiego wniosku była ogólna supozycja kontrrewolucyjnego charakteru zbiorowości, której rzucającym się w notatce w oczy wyróżnikiem jest przede wszystkim narodowość polska. 
Wniosek został zaakceptowany 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne KC WKP(b) w składzie: Józef Stalin, Klimient Woroszyłow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz. Zbrodnia katyńska została przesądzona. Decyzja ujęta w protokole BP KC nr 13 i wyciągiem zadekretowana do realizacji NKWD nie została umotywowana w żaden specjalny sposób, np. poprzez odwołanie do sytuacji międzynarodowej, politycznej, militarnej czy związany z utrzymaniem jeńców. Motyw popełnienia jasno wynikał z najistotniejszej treści dokumentu, czyli zbiorczego opisu ofiar. Swoją decyzją członkowie Politbiura KC WKP(b) skazali na zagładę 25 tys. 700 obywateli polskich (14 tys. 700 z obozów specjalnych; 11tys. z więzień).

"Rozładowanie" w kwietniu i maju 1940 roku
Poczynając od pierwszych dni kwietnia 1940 r., NKWD realizowało akcję "rozładowania" trzech obozów specjalnych, wywożąc z nich, a następnie rozstrzeliwując jeńców. Jeńców Kozielska rozstrzelano w Lesie Katyńskim: w daczy NKWD lub nad dołami śmierci, w których ukryto ciała; jeńców Starobielska rozstrzelano w Charkowie i tam pogrzebano; jeńców Ostaszkowa rozstrzelano w Twerze, ciała ukryto w Miednoje. Równolegle dokonano mordu na więźniach przetrzymywanych na zagarniętych przez Związek Sowiecki ziemiach II Rzeczypospolitej. Wedle pochodzącej z 1959 r. notatki szefa KGB ZSRS Andrieja Szelepina dla sekretarza generalnego KPZR Nikity Chruszczowa na podstawie decyzji z 5 marca 1940 r. wykonywanej przez "specjalną trójkę NKWD ZSRR rozstrzelano 21857 osób", a opierając się na dokumentacji NKWD z lat 40. XX w., możemy potwierdzić wymordowanie ponad 14tys. 700 jeńców i około 7 tys. więźniów.

Ludobójczy kontekst
Kontekst zbrodni katyńskiej stanowiło wymierzone we wszystkie warstwy społeczne niszczenie w latach 1939-1941 polskości na obszarze okupacji sowieckiej, obejmujące m.in. deportację kilkuset tysięcy Polaków w głąb ZSRS w celu etnicznego "wyczyszczenia" ziem polskich. Bezpośrednio połączona z mordem katyńskim była deportacja katyńska z 13 kwietnia 1940 r., w wyniku której kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli polskich elit społecznych, głównie spośród rodzin mordowanych w tym samym czasie jeńców wojennych, na podstawie decyzji administracyjnej wysiedlono z domów i zesłano do Kazachstanu.
Zagłada w 1940 r. oficerów Wojska Polskiego: zawodowych i powołanych z rezerwy, a także policjantów, urzędników, sędziów, prokuratorów, działaczy państwowych, ziemian oraz przedstawicieli innych kluczowych dla istnienia Narodu grup społecznych i zawodowych, była w intencji sprawców elementem działań prowadzących do likwidacji Narodu Polskiego. Narodu rozumianego jako wspólnota polityczna świadoma swojej historii i wyjątkowości. Zniszczenie Narodu gwarantowało trwały upadek świeżo wymazanego przez Sowietów z mapy Europy wespół z hitlerowskim Niemcami państwa polskiego, które nie miało już nigdy odzyskać suwerennego bytu politycznego. Korzenie mentalne zbrodni katyńskiej tkwiły głęboko w ideologii Socjaldemokracji Lenina, przekształconej w RKP(b) - WKP(b), która akceptowała - jako metodę osiągania celów politycznych - ludobójstwo.

Motyw główny - ludobójstwo na Polakach
Charakter zbrodni katyńskiej - narodowe i społeczne kryterium doboru ofiar, jednoznacznie wskazuje na główny motyw jej dokonania, którym było biologiczne i polityczne uderzenie w Naród i państwo polskie.
Motyw narodowy w połączeniu z masowością mordu kwalifikują mord na Polakach dokonany wiosną 1940 r. w oparciu o decyzję Politbiura WKP(b) jako zbrodnię ludobójstwa. Wszystkie inne, związane z sytuacją międzynarodową trudnościami przetrzymywania czy osobistymi fobiami sowieckich decydentów czynniki nie tylko nie miały decydującego znaczenia w doprowadzeniu do ludobójstwa, ale odegrały co najwyżej rolę drugorzędną. Być może, acz i tego nie możemy być pewni, przyczyniły się one do wyboru momentu rozpoczęcia zbrodni czy jej formy, ale o niej nie przesądziły. 
Przesłanki powyższe skłaniają do stwierdzenia, iż zasadniczym celem i zarazem motywem sowieckiego mordu na oficerach WP, policjantach i innych obywatelach, popełnionego wiosną 1940 r., było zniszczenie grupy wyróżnionej na podstawie narodowej.


Autor jest historykiem, pracuje w Instytucie Edukacji Narodowej (IPN Centrala).


Charakter zbrodni katyńskiej - narodowe i społeczne kryterium doboru ofiar, jednoznacznie wskazuje na główny motyw jej dokonania, którym było biologiczne i polityczne uderzenie w Naród i państwo polskie. 

Źródło: http://www.naszdziennik.pl